Amiga Minus 1/2001 - Niekomercyjny Magazyn Użytkowników Komputerów Amiga
  Wydanie internetowe Nr 1, Marzec 2001  

 Okładka
 Przełamując schematy
 Prawa autorskie
 Stopka redakcyjna

 Amiga Inc. zabija Amigę?
 Amiga Inc. w ocenie Polaków

 Jay Miner, ojciec Amigi
 Amiga w Gazecie Wyborczej
 Opinie
 Zamiast narzekać na piractwo

 Lato, lato...
 Amiga-fiction

 Urban Mueller
 Marcel Beck

 Pirackie oprogramowanie
 Ile za oryginalny program?
 Jakie programy do Internetu?
 Zdania o firmie Elbox

 Gwóźdź do trumny
 Dobra robota
 Najlepsi na scenie

 ZShell - z Unixa na Amigę

 Świat gier tekstowych
 Wojny rdzeniowe
 HArbiter


    Na dworze zrobiło się ślicznie, wyszło słońce, a temperatura przekroczyła 20 stopni. W tak cudowny dzień przeciętny użytkownik Amigi, tudzież innego komputera, marzy sobie o gorącej morskiej wodzie, palmach, kokosach i drinkach z parasolkami. Oczywiście nie każdy może sobie sprawić prezentu w postaci wycieczki do ciepłych krajów. Pozostaje więc napuścić sobie wody do wanny, uruchomić jakiś moduł z motywem latynoamerykańskim, nalać oranżady do szklanki i podłożyć pod Workbencha podkład (zwany niekiedy tapetą) przedstawiający palmy (oczywiście z kokosami). Kolejność wyżej wymienionych czynności pozostawiam do wyboru czytelnika.
    Z lata trzeba korzystać, póki można, gdyż jak wiadomo w Polsce mamy 4 pory roku - zimę, zimę, zimę i wiosnę, która niekiedy potrafi się zamienić w lato (na kilka dni). Mieszkam w Trójmieście, więc często mogę jeździć na plażę. Na plażę można dojechać tramwajem, autobusem lub pociągiem. Wbijające się w bok łokcie współpasażerów dobitnie uświadamiają mi, że osoby mówiące o niżu demograficznym dawno nie jeździły środkami komunikacji.
    Na Amigę, co dziwi wielu użytkowników innych komputerów, ciągle wychodzą nowe programy. Ostatnio moim ulubionym jest program FastCopy. Służy on, jak sama nazwa wskazuje, do szybkiego kopiowania plików. Jeżeli komuś wydaje się, że procedury w Opusie lub w innym FileMasterze są zbyt wolne, niech skorzysta z FastCopy! Skopiowanie dowolnego pliku tym programem jest dziecinnie proste. Po uruchomieniu programu widzimy rozbudowane menu, w którym przy pomocy requesterów wybieramy pliki do skopiowania, następnie określamy katalog docelowy, dokonujemy kilku ustawień w konfiguracji programu, po czym naciskając JEDEN przycisk włączamy opcję szybkiego kopiowania. Nie pamiętam już, czy skopiowałem jakiś plik i czy operacja zakończyła się sukcesem. W każdym bądź razie proponuję w przyszłej wersji programu zrobić możliwość ustawienia modułu, który będzie odtwarzany podczas kopiowania. Animacja przydałaby się również. Albo jeszcze ciekawiej - można dołożyć głos stylizowany na głos Lindy, który będzie informował: "skopiuję wszystko na literę P...", a na zakończenie powie "co ty, k..., wiesz o kopiowaniu!". W wersji finalnej proponuję zrobić coś, czego nie ma żaden inny program do kopiowania - niech przy każdym bajcie wyskakuje requester informujący o wartości tego bajtu z opcjami: TAK, NIE, ZMIEŃ, PRZESUŃ, DOKONAJ KONWERSJI, PODRAP SIĘ ZA UCHEM. Faaast copy rulez!
    Innym ciekawym programem, jaki widziałem, jest kalkulator. Nie wiem już jak się ów kalkulator nazywał, wiem natomiast, że dostarczył mi wiele radości. Oprócz tego, że chodził przypuszczalnie pod MUI czy też nawet pod PPC i w ogóle był super system friendly, miał masę innych zalet. Jedyną drobną wadą owego programu było to, że nie liczył. W ogóle - nawet 2+2 nie policzył. Ale była to wersja beta, więc można autorowi wybaczyć drobne niedociągnięcie.
    Jeżeli to nam nie wystarczy, to możemy zainstalować sobie system 3.5. System instaluje się tak cudownie prosto, że już po godzinie wydaje nam się, że być może się zainstalował. Po czym metodycznie, z zaparciem i zaangażowaniem godnym lepszej sprawy, krok po kroku przez cały dzień odzyskujemy nasz stary, nędzny, pełen błędów system 3.0, żeby tylko komputer raczył działać.
    Autor PFS-a, gdyby umarł, w grobie by się przewracał, jakby zobaczył, do czego służy jego filesystem. Otóż ten najlepszy z filesystemów służy naszym kochanym amigowcom do testowania i pisania recenzji w magazynach. Po kilkunastu latach od wymyślenia kulawego filesystemu amigowskiego ludzie nadal używają FFS-a, po czym naprawiąjąc co 2 dni swój boski filesystem atakują PFS-a mówiąc, iż słyszeli, że komuś tam (koledze, koleżance, kotu sąsiadki) padł po roku. Podobno. Na pytanie, co zrobić z dyskiem 17 GB (który w końcu udało mi się sformatować pod FastAta), użytkownicy Amigi doradzali mi kupno dysku 4 GB. Pracownicy firmy sprzedającej FastAta sugerowali mi nie zakładanie partycji większej niż 4 GB, nawet pod PFS-em. Nie za bardzo wiedzieli dlaczego, ale podobno jak padnie, to o jeżu, straszne rzeczy.
    Ponieważ mamy rok 2000, a nie rok 1990, i mamy dyski 17 GB za niecałe 700 złotych, postanowiłem wymienić swojego wysłużonego AFS-a, którego używałem przez kilka lat na dysku 2.5 GB, na PFS3. Zrobiłem sobie jedną z partycji 11 GB i działa. Dziwne, prawda? Uparcie, jak gdyby nigdy nic, działa. Tak z parę razy szybciej od FFS-a w dodatku. Ale jakby co, to ja nic nie mówiłem. W ogóle to polecam OFS-a i podzielenie dysku na 20 partycji po 200 MB. Albo zapisywanie danych na kartce. W końcu XXI wiek zobowiązuje. Niech głupi pecetowcy robią sobie wielkie partycje pod FAT32 - my będziemy używać OFS-a! Jak ktoś wymyśli wolniejszy i głupszy system niż FFS to zarobi wielkie pieniądze. Proponuję jako opcję dołożyć automatyczną utratę walidacji co 2 godziny. Rulez!
    Jest lato (czy też wiosna; nieważne, w każdym bądź razie jest ciepło) i zamiast się denerwować, lepiej wybrać się nad morze. Serdecznie zapraszam. Woda jest mokra i pływa w niej wiele interesujących rzeczy. Potem można się poopalać i dostać raka. Albo ślimaka - ja polecam ślimaka, gorąco i serdecznie!

Tomasz Lubaczewski

 Do góry