Amiga Minus 1/2001 - Niekomercyjny Magazyn Użytkowników Komputerów Amiga
  Wydanie internetowe Nr 1, Marzec 2001  

 Okładka
 Przełamując schematy
 Prawa autorskie
 Stopka redakcyjna

 Amiga Inc. zabija Amigę?
 Amiga Inc. w ocenie Polaków

 Jay Miner, ojciec Amigi
 Amiga w Gazecie Wyborczej
 Opinie
 Zamiast narzekać na piractwo

 Lato, lato...
 Amiga-fiction

 Urban Mueller
 Marcel Beck

 Pirackie oprogramowanie
 Ile za oryginalny program?
 Jakie programy do Internetu?
 Zdania o firmie Elbox

 Gwóźdź do trumny
 Dobra robota
 Najlepsi na scenie

 ZShell - z Unixa na Amigę

 Świat gier tekstowych
 Wojny rdzeniowe
 HArbiter


Amiga stała się bardziej zjawiskiem niż komputerem dzięki niezwykłym ludziom. Błędem jest twierdzić, że miała tylko jednego ojca, Jaya Minera. Ale wśród twórców tego niezwykłego komputera na pewno pierwsze skrzypce grał właśnie on. Przyczynił się nie tylko do sukcesu Amigi - był także zaangażowany w tworzenie pierwszych serii komputerów Atari 400/800, bezpośrednich przodków serii Atari 800 XL/65/130 XE.

    Jay Miner urodził się 31 maja 1932 roku. W ciągu swojego całego życia bez przerwy tworzył.
    "On zawsze tworzył, nigdy nie przestawał" - to słowa Harolda Lee, współpracownika Minera, które potwierdza Carl Sassenrath - "[Jay] bez przerwy siedział i ciężko pracował, czasami gwałtownie wstawał i chodził w kółko". Według Carla - Jay Miner był człowiekem spokojnym, właściwie bez przerwy zajętym pracą, którą po prostu bardzo lubił. A przy tym był znakomitym znawcą technologii VLSI. Uwielbiał tworzyć znakomite maszyny, tak samo jak uwielbiał swojego psa.
    Pies Jaya Minera, Mitchy, odgrywał ogromną rolę w życiu tego człowieka. Ba - za czasów, gdy Miner pracował na stałe w firmie Atari, w biurach w Lost Gatos poniżej wywieszki na drzwiach "J.G. Miner" widniał napis "Mitchie". To nie wszystko. Piesek spokojnie biegał po całej firmie z przypiętym identyfikatorem z jego zdjęciem!
    Wiadomo także, że miał bardzo rozległe zainteresowania: hodował bonsai, kleił modele samolotów, tańczył, uwielbiał podróżować z plecakiem na ramionach. Krótko mówiąc cieszył się życiem, w którym ważną rolę odegrała jego żona, Caroline Poplawski, z którą ożenił się w 1952.
    Fakt iż Jay Miner odchodzi z ciepłej posadki w firmie Atari był przełomowy. Właściwie - zawiniło kierownictwo. Jay Miner w 1980 roku (czyli w czasach dominacji prostych konsol do gier i praprzodków Atari 800 XL) zaproponował stworzenie zupełnie nowego komputera, opartego o procesor Motorola 68000. Mało brakowało, a Amiga nazywała by się Atari. Jednak nie uzyskał zgody na ten rewolucyjny krok. Jay Miner odszedł od Atari, tworząc wraz z Dave'm Morrisem firmę Hi Toro. Morris (który finansował projekt nowego komputera) od początku był przeciwny nadawaniu mu nazwy "Hi Toro". Przez długi czas Amiga nosiła żeńskie imię Lorraine, pochodzące od żony Morrisa. Ostatecznie padła propozycja by przemianować Lorraine na Amigę i tak już zostało, choć Minerowi bardzo to hiszpańskie słówko nie odpowiadało; zakładał, że nazwa nie przyjmie się i nie miał racji.
    Na tym etapie zaczęły się poszukiwania ludzi chętnych do pracy, a przede wszystkim ludzi z pasją do tego projektu. Liczba pracowników rosła, a Mitchy za ich zgodą siedział w firmie. Z opowieści Minera wyłania się obraz zupełnie odmienny od typowych firm komputerowych. Nikt nie przychodził do pracy w garniturze, wielu pracowników za strój służbowy uznawało kapcie-króliczki, "byli i tacy, którzy wyglądali jak bezdomni hipisi..." (mowa o Dale'u Luck).
    W Hi Toro nad projektem pracowało w tych latach od 15 do 20 osób. W 1983 r. trafia tam Carl Sassenrath. Jak sam mówi, odszedł z firmy Hewlett-Packard (gdzie zajmował się pracą nad systemami operacyjnymi) właśnie do Hi Toro, gdyż podczas podejmowania pracy dowiedział się, że ma napisać taki system operacyjny, jaki chce. Właśnie taka propozycja interesowała Sassenratha. I tak powstał exec, a wraz z nim pierwszy dostępny dla wszystkich wielozadaniowy system operacyjny.
    Praca nad Lorraine obfitowała w nieporozumienia. Podczas gdy część ekipy chciała taniej i potężnej konsoli do gier (RJ Mical), inni obstawali przy projekcie komputera z możliwością swobodnej rozbudowy (Dale Luck, Carl Sassenrath).
    W marzeniach Jaya Minera pierwsza Amiga bardziej przypominała A2000 niż A1000.
    Miner zaczyna długie dysputy z Ronem Nicholsonem, ekspertem od blitterów. Dzięki tym rozmowom powstaje amigowy blitter i dosłownie na dwa tygodnie przed pierwszą premierą Amigi, pod wpływem Dale Lucka, blitter zaczyna rysować także linie na ekranie...
    Jay Miner sam przyznaje, że programiści pracujący w Hi Toro nie mieli lekkiej pracy. Właściwie tworzyli oprogramowanie maszyny, która w znacznej części istniała na szkicach. Czy ktokolwiek może sobie wyobrazić takie zaangażowanie współcześnie?
    Sam Miner powiedział - "Kiedy już masz pomysł na stworzenie układów, wszystko co potrzebujesz zrobić to wybrać nazwy dla rejestrów i powiedzieć ludziom od oprogramowania coś w stylu: Tu będzie rejestr, który będzie przechowywał kolor dla tej części i będzie nazywał się.... jakoś" (słowa zaczerpnięte z wywiadu na Pasadena Show, wrzesień 1992, Mike Nelson, Amiga User International).
    Mało brakowało by Amigi pozbyły się pewnego istotnego w ich sukcesie elementu. Mowa o HAM, czyli trybie graficznym Hold and Modify, powstałym w wyniku zwiedzania prawdziwych symulatorów lotu. Był próbą stworzenia mechanizmu do późniejszego operowania czymś podobnym do prymitywnej virual reality. HAM był znakomity do stosowania w NTSC i PAL (pierwsze Amigi nie miały złącza RGB), ale w opinii Minera zupełnie nie nadawał się przy złączach RGB. Miner kazał usunąć ten moduł z Agnusa. Na szczęście jeden z techników stwierdził, że albo w Agnusie będzie wielka dziura, albo przeprojektowanie układów zajmie 3 miesiące. I tak mamy HAM do dziś.
    Pierwszy Agnus (w trakcie projektów) składał się z trzech dużych płytek uniwersalnych po 250 układów scalonych każda, podobnie było z pozostałymi układami, nazwanymi Daphne (wcześniejszy Denise) i Portia (czyli babcia Pauli).
    Miner w wywiadzie powiedział: "To był koszmar utrzymać w działaniu wszystkie te połączenia."
    I wreszcie - stało się. Pierwsza Amiga została pokazana na CES Show w 1983 (sic! za czasów głębokiego 8-bitowania). Nikt nie mógł uwierzyć, że plątanina kabli i płytek uniwersalnych już wkrótce zostanie zastąpiona trzema układami scalonymi. W czasie pokazów stworzono pierwsze amigowe demo (tak, tak, ten komputer ma scenowy rodowód niemal od urodzenia!). Chodzi oczywiście o Boing Ball, skaczącą, czerwono-białą piłeczkę, w której efekt obrotu uzyskano za pomocą rotacji palety, a odgłos odbijania się od ścianek to zsamplowane (na Apple II) uderzanie kijem baseballowym w drzwi garażu (przez Boba Paresseau - gdyby ktoś pytał).
    Krótko po pokazie okazuje się, że na dalszy rozwój Amigi nie ma pieniędzy, a Hi Toro jest na skraju bankructwa. Po krótkiej potyczce pomiędzy Atari a Commodore (i trochę niecodziennym dofinansowaniu Hi Toro przez Atari) Amiga trafia w ręce Commodore.
    Jay Miner określa ten okres rozwoju Amigi jako wieczne cięcia kosztów produkcji. O mało co pierwsze modele skończyłyby bez złącz RGB. Co więcej - Commodore skutecznie odrzucał wszystkie zewnętrzne projekty. I tak nasza przyjaciółka nie ma dziś złącz MIDI jako standardu i wielu innych rzeczy, jak chociażby sprzętowego dekompresora formatu JPEG, który miał zaistnieć na płytach głównych Amig w 1992 roku. Commodore tępił wszelkie próby tworzenia osprzętu przez zewnętrzne firmy, chcąc zachować monopol. Co więcej - rozmowy z firmami produkującymi oprogramowanie bardzo często kończyły się błyskawicznym rozwiązaniem umowy dzięki drastycznym warunkom stawianym przez Goulda. I tak na przykład słynny Flight Simulator, zamiast być produktem rodzimie amigowym, jest... sami wiecie w czyich rękach.
    Miner jednak miał nadzieję: "I think they're changing. I hope they're changing, anyway" - powiedział w 1992 o Commodore. Ale my to już znamy, chociażby z South Parku.
    I rzeczywiście, Commodore nie zmienił się, zaś Atari na Amigę odpowiedziało tworząc serię ST, o której Miner mówi: "nie był złym komputerem, ale nie miał potęgi ukrytej w układach specjalizowanych".
    Miner sam powiedział, iż jedyną rzeczą jaką dostał od Commodore była Amiga 4000 (w czasach gdy już nie pracował dla tej firmy). Jednak to już nie było jego dziecko. Sam do śmierci pracował na Amidze 2000. Tej samej Amidze, na której był postawiony jego BBS (nazwany The Mission) i która przeżyła swojego twórcę. Podczas gdy Miner umierał w wieku 62 lat w szpitalu w Mountain View (20 czerwca 1994) jego komputer wciąż rejestrował listy, a później także i kondolencje. Miner niestety zobaczył początek końca Amigi, widział dosyć wyraźnie jaki los zgotował Amidze Commodore. Jednak cały czas miał nadzieję, że to się zmieni.
    Zawsze żal jest żegnać naprawdę wielkich ludzi.

Warto odwiedzić stronę http://www.cris.com/~jws/TheMission/.

Bartłomiej Dramczyk

 Do góry