Spis treści
FIRMY AMIGOWE

Jeszcze pięć lat temu nikt się nie spodziewał, że w tak krótkim okresie czasu z kilkudziesięciu polskich firm zajmujących się obsługą amigowego klienta pozostanie tylko kilka. Sieć sklepów rozciągająca się od największych miast (Kraków, Gdańsk, Warszawa) do mniejszych miejscowości (Swarzędz, Sieroszewice) zamieniła się w kilka niewielkich punktów na mapie. Można powiedzieć, że polski rynek Amigi właściwie nie istnieje. Znane sprzed kilku lat firmy albo zniknęły, albo też zmieniły branżę, wiele z nich tworzy oprogramowanie na komputery PC. Sprawdźmy co dziś robią niektóre z nich.

      Eureka była do niedawna największą w kraju hurtownią oprogramowania i sprzętu na Amigę. Wrześnieńska firma istnieje nadal, ale czy posiada jeszcze w swojej ofercie produkty amigowe? - Głównie oprogramowanie na CD - mówi Michał Lipiecki, pracownik Eureki.
      Wchodzę na stronę internetową firmy. Już na starcie widać odnośnik do podstrony poświęconej produktom amigowym, gdzie znajduje się olbrzymi cennik, zawierający takie pozycje, jak karta PPC 603e 160 MHz 40/25 za 1290 zł. Czy naprawdę posiadacie w sprzedaży takie produkty? - pytam Michała Lipieckiego. - Nie - słyszę w odpowiedzi. - Cennik nie został zaktualizowany i nie jest ofertą w rozumieniu kodeksu cywilnego. Proszę pamiętać, że użycie słowa oferta ma charakter zobowiązujący.
      Eureka raczej nie planuje powrotu na amigowy rynek. Czy można na nim jeszcze coś zdziałać? - Bez potężnej firmy, która by zainwestowała w technologię - nie, a biorąc pod uwagę sytuację rynku IT inwestor się nie znajdzie - mówi Michał Lipiecki. Firma zajmuje się obecnie sprzętem wideo i prowadzeniem dwóch serwisów internetowych. - Żałujemy, że możliwości Amigi nie zostały wykorzystane i wskutek błędów w zarządzaniu wszystko zostało zmarnowane - kończy rozmowę przedstawiciel Eureki.
      Krakowska firma TSS była swego czasu największym producentem amigowego oprogramowania. TSS ma w swoim dorobku ponad 70 tytułów, takich jak "Fiskus", "Ami-słownik", "Firma", "Amilab", "Amilopedia" czy też wydane na licencji "SuperMemo", "Pitagoras" i "COR". Obecnie firma zajmuje się wydawaniem oprogramowania dla użytkowników pecetów, głównie o charakterze edukacyjnym. Jej stronę internetową zdobi informacja: "TSS powstała w 1991 roku i przez osiem lat zajmowała się tworzeniem programów na Amigę (zdobyliśmy trzy razy prestiżową nagrodę Produkt Roku w kategorii oprogramowanie)".
      Czy firma ma jeszcze coś wspólnego z Amigą? - Nie działamy już na rynku amigowym i nie mamy w naszej ofercie produktów na Amigę - mówi Krzysztof Wojcieszek z TSS. - Wszystkie programy jakie mieliśmy odsprzedaliśmy firmie Elbox z Krakowa. Nie przewidujemy też powrotu na ten rynek.
      Znaną firmą na rynku amigowego oprogramowania był niegdyś LK Avalon. - Dla nas rynek amigowy praktycznie zniknął ponad rok temu i szczerze mówiąc nie mamy żadnych planów na przyszłość dotyczącą Amigi - mówi Tomasz Pazdan, przedstawiciel LK Avalon. Oferta amigowa firmy praktycznie nie istnieje. - Mamy jeszcze zaledwie kilka pojedynczych tytułów, które nie stanowią już niestety poważniejszej oferty - twierdzi nasz rozmówca. Szanse powrotu firmy na amigową platformę są niewielkie. - Jest to finansowo nieopłacalne - mówi Tomasz Pazdan. - Ceny gier są bardzo niskie, sprzedaż symboliczna, więc niespecjalnie widzę tu możliwość realnego działania.
      Na zakończenie rozmowy pytamy o możliwość wydania niesprzedawanego już oprogramowania LK Avalon jako programów o statusie freeware. - Wymagałoby to zmiany części umów licencyjnych, ale być może coś takiego zrobimy - słyszymy w odpowiedzi. LK Avalon podobnie jak TSS tworzy oprogramowanie na komputery PC, posiadając w ofercie gry edukacyjne, przygodowe, platformówki, wyścigi samochodowe i strategie.
      Opolska hurtownia komputerowa Arwal nadal ma w swojej ofercie produkty amigowe. - Amiga jest dla nas rynkiem ubocznym, na którym handlujemy oprogramowaniem, joystickami, myszkami i drobnymi peryferiami - mówi przedstawiciel firmy. Co Arwal sądzi o obecnym rynku Amigi? - Jest to rynek zamierający, tym niemniej sądzę, że jeszcze przez kilka lat będzie funkcjonował - mówi pracownik Arwalu. W firmie można nadal kupić takie programy, jak "Amilopedia", "Pitagoras" czy "Kajko i Kokosz".
      Mniejsze firmy całkowicie zrezygnowały z rynku Amigi, a niektóre nawet o nim zapomniały, zmieniając wraz z branżą pracowników i właścicieli. Te które pozostały przy handlu akcesoriami komputerowymi i oprogramowaniem pamiętają jednak czasy obsługi użytkowników Amigi. - Mamy jeszcze kilka pozycji do Amigi, ale klientów na ten towar prawie już nie ma - mówi Dariusz Góral z lubelskiej firmy XYZ. - Nie interesujemy się już rynkiem amigowym i nie będziemy się już interesować. Ten rozdział uważamy za zamknięty, zamknęła go sama firma Commodore swoją polityką marketingową - dodaje. Podobnego zdania jest przedstawiciel warszawskiej firmy MarkSoft, obecnie udzielającej się na rynku pecetowego oprogramowania. - Nie i nie mamy zamiaru - mówi Marek Niesiołkowski z firmy MarkSoft w odpowiedzi na pytanie, czy firma interesuje się jeszcze Amigą.
      Również Helion, wydawnictwo mające na swoim koncie takie książki, jak "Kurs assemblera", "Amiga 600 - pierwsze kroki", "Asm-One: opis rodziny" i "Protracker", nie wrócy rynkowi Amigi różowej przyszłości. - Stąd też nie planujemy żadnych nowych amigowych inwestycji - mówi Grzegorz Schwarz z Helionu.
      Z ponad 50 niegdyś istniejących firm amigowych pozostała garstka, która przeciętnemu użytkownikowi Amigi oferuje zalegające w magazynach pozostałości po dawnych czasach. Na rynku pozostała więc firma Amigo, Elbox i Matay. Pierwsza z nich, jeśli wierzyć reklamom, stronie internetowej i zapewnieniom pracownika ma w swojej ofercie takie produkty, jak karty BVision, Cyberstorm i Blizzard PPC. Elbox mimo niepoważnego stosunku do polskiego klienta rozwija się i nie zanosi się, by firma miała zrezygnować z rynku Amigi, podobnie jak Matay - wysyłkowy sklep zajmujący się sprzedażą ściąganego spoza kraju oprogramowania oraz od niedawna producent kolejnego interfejsu kart PCI. Tak czy inaczej klient wyboru nie ma, a liczba dostępnych w sprzedaży programów jest niewielka.
      Wraz z przeprowadzoną w dniach 30 maja - 6 czerwca ankietą zapytaliśmy respondentów o największe grzechy, jakie według nich ciążą na polskich firmach amigowych. Powstała w ten sposób mała książka życzeń i zażaleń, którą niżej streszczamy, a na co pozwala powtarzalność zarzutów. Większość użytych przez czytelników argumentów dotyczy pewnej krakowskiej firmy, której nazwy nikomu nie trzeba przypominać.
      Najwięcej negatywnych wypowiedzi traktowało o złym podejściu firmy do klienta. Wypowiedzi najczęściej zdobiły słowa: "lekceważenie" i "olewanie". Niedotrzymywanie terminów, długie oczekiwanie na realizację zamówienia, nieodpowiadanie na maile. "Jaki ma sens umieszczanie w ofercie produktu, którego firma de facto nie posiada? Niektóre artykuły są oferowane już od półtora roku, mimo że nie zostały nawet wyprodukowane", żali się użytkownik. "Przykład z życia - chcę kupić Aminet Set 10. Pisałem do wszystkich znanych mi firm sprzedających oprogramowanie na Amigę. Część z nich nawet nie odesłała maila z jednym słowem", opowiada kolejna osoba. "Najbardziej denerwują mnie wymówki w stylu: PPC? Dostawa będzie za dwa tygodnie, wtedy pan zadzwoni", "Uporczywe powtarzanie: tak, tak, oczywiście, już zapakowaliśmy, jutro wyślemy; i tak przez ponad miesiąc", "W ciągu tygodnia zadzwoniłem do [xxx] trzy razy; jednym razem dowiedziałem się, że paczka została wysłana, za drugim razem że paczka zostanie wysłana nazajutrz, przy trzecim telefonie okazało się, że będę musiał poczekać około dwóch tygodni" - tak opisują polskie firmy ich klienci. Tymczasem pojawiają się cięższe zarzuty.
      Pierwszy to sprzedaż wadliwego sprzętu. "Po zakupie nowego interfejsu okazało się, że nie chce on działać z moją Amigą. Produkt nie został sprawdzony przed wysyłką", pisze jeden z użytkowników. "Dopiero za trzecim razem firmie [xxx] udało się dostarczyć poprawnie działający sprzęt. Za odsyłanie uszkodzonego sprzętu musiałem zapłacić ja. Gdy zadzwoniłem do firmy powiedziano mi, że na karcie gwarancyjnej nie ma słowa o pokrywaniu przez [xxx] kosztów wysyłki uszkodzonego towaru. Szkoda tylko, że warunki zakupu klient widzi dopiero po otworzeniu paczki", mówi inna osoba. "Kupowanie sprzętu w firmie [xxx] to czysta loteria. Nie wiadomo, czy otrzyma się sprzęt sprawny. Często okazuje się, że jest to sprzęt używany i pochodzący ze zwrotów, z którym firma nie ma co zrobić, więc wciska klientom", twierdzi kolejny ankietowany.
      Temat sprzedaży sprzętu używanego jako nowego przewija się w wypowiedziach amigowców nader często. "W styczniu kupiłem kartę [xxx], miała ręcznie polutowane styki", "Zakupiony interfejs [xxx] wyglądał jakby miał przede mną co najmniej kilku użytkowników. Okazało się, że współpracuje poprawnie tylko z jedną Amigą, na nieszczęście tą posiadaną przez znajomego, a nie moją", "Mam dowody na to, że firma [xxx] co najmniej trzy razy sprzedała przetaktowaną kartę turbo, uprzednio zaklejając radiatorem sygnaturę procesora" - twierdzą klienci znanej wszystkim firmy. "Po oderwaniu radiatora od mojego Apollo okazało się, że nie jest to Motorola 68040 taktowana zegarem 40 MHz jak stało na rachunku, a zwykłe 33 MHz. Po telefonicznej interwencji wymieniono mi kartę na właściwą, tym razem pozbawioną radiatora" - pisze następny użytkownik, stwierdzając że "firmy amigowe lubią wciskać wadliwy i używany sprzęt jako nowy i sprawny zgodnie z zasadą: a nuż się uda i klientowi zadziała".
      Ale nawet jeśli kupujący odeśle sprzęt do sprzedawcy, czy to w ramach gwarancji, czy zwykłego serwisu, przychodzi mu czekać na zwrot miesiącami. "Na mój [xxx] wysłany do naprawy czekałem trzy miesiące, w tym czasie nie mogąc korzystać z komputera. Po nadejściu paczki z naprawionym sprzętem okazało się, że muszę zapłacić 80 zł więcej niż mnie zapewniano. Co miałem zrobić? Nie dopłacić i czekać kolejne miesiące bez sprawnego komputera?" - zastanawia się jeden z użytkowników. "Wysłałem Amigę do serwisu. Po upływie połowy roku okazało się, że powodem oczekiwania nie była przeciągająca się naprawa a jedynie fakt, że w międzyczasie moja Amiga została komuś sprzedana", opowiada inny z klientów.
      Z wypowiedzi ankietowanych osób wyraźnie wynika, że polskie firmy zajmujące się amigowym sprzętem nie wiedzą, co to jest uczciwość, sprzęt zastępczy czy dotrzymywanie warunków umowy gwarancyjnej, która i tak przeważnie stoi w sprzeczności z prawem chroniącym interesy konsumenta. Tymczasem sami amigowi klienci nie kwapią się, by zareagować na te nieprawidłowości. Przypomnijmy, że istnieje wiele organizacji konsumenckich, które zajmują się ochroną praw klienta, jednak aby zareagować, muszą o tym wcześniej zostać poinformowani.
      Sytuacja firm amigowych w kraju nie prezentuje się najciekawiej. Upadł pomysł wydania polskich gier i programów starszej daty jako oprogramowania freeware, a większość zapytanych o to firm zasłaniała się umowami licencyjnymi, brakiem czasu i motywacji oraz faktem, iż stare programy zalegają gdzieniegdzie na zakurzonych firmowych półkach. Tak czy inaczej z wydawcy amigowego oprogramowania Polska zamieniła się w producenta sprzętu. Może to i dobrze, jednak szkoda pomysłów niektórych rodzimych programistów, którzy porzucają swoje często rewelacyjne projekty z powodu braku jakiejkolwiek firmy, która mogłaby im pomóc. Kiedyś można było wydać i z powodzeniem sprzedać prosty notes napisany w tak nielubianym obecnie Amosie. Dziś mamy do wyboru jedynie kilka zachodnich programów, na dodatek po kilkaset złotych za sztukę.

Sławomir Wilk
Spis treści