Spis treści
AMIGA - SŁABOŚCIĄ SILNI

      Kilka lat temu media amigowe w Polsce biły na alarm, w mniej lub bardziej dosłowny sposób starając się uzmysłowić, że jak tak dalej pójdzie, to tzw. środowisko amigowe w Polsce pozagryza się nawzajem. Za wzór stawiano silne, zorganizowane środowiska w Niemczech i Anglii, jako przestrogę natomiast prezentowano losy zachowującego się podobnie jak polskie środowiska francuskiego. Minęło parę lat. I co?
      W tej chwili silnymi, żeby nie powiedzieć najsilniejszymi środowiskami, w których jeszcze coś się dzieje są właśnie Polska i Francja. W Niemczech w tej chwili jest mniej pism, serwisów i firm amigowych niż u nas (nie mówiąc o tym, ze coraz to nowsze, jak choćby Matay, powstają). Środowisko brytyjskie powoli (w atmosferze wzajemnych pretensji) dogorywa - francuskie natomiast rośnie w sile.
      Skąd się to bierze?. Trudno tłumaczyć to w tej chwili względami finansowymi. Argument, ze pecet jest droższy od Amigi był dobry kilka lat temu. Wprawdzie samą Amigę (używaną, na giełdzie) można kupić za grosze (a dokładniej około 160 zł za A1200 z systemem 3.0), niemniej wszystkie specjalizowane (a zatem "niepecetowe") akcesoria kosztują majątek. A zatem: Amiga jest tania, ale ta sama Amiga z twardym dyskiem, Fast ATA, rozszerzeniem pamięci o 32 MB, CD-ROM-em, kartą turbo i kartą graficzną jest.. droższa niż pecet o podobnej konfiguracji i osiągach. Argument finansowy zatem odpada.
      Nie można także powiedzieć, że przy Amidze trzymają jej użytkowników "świetlane perspektywy". Nie ma chyba platformy, której "władcy" naobiecywali by tak dużo i nic z tego nie wyszło. Cuda na patyku obiecywał i Escom, i Gateway. Obiecuje je także obecny szef Amigi, były kierowca ciężarówki, sympatyczny zresztą skądinąd Bill McEwen. Przyjrzyjmy się poczynaniom tego ostatniego. Jakie "osiągnięcia" ma Amiga Inc. pod jego kierownictwem?
      SDK i "system" 3.9. Oba zresztą powstały przy wydatnej pomocy "firm trzecich", zaś tzw. AmigaOS 3.9 celowo ubrałem w cudzysłów, gdyż jest to w mojej opinii kpina w żywe oczy. Drobne, kosmetyczne zmiany w nieudanym systemie 3.5 i za to wszystko musi się zapłacić dość spore pieniądze. Musi, bo bez odpowiedniej liczby sprzedanych egzemplarzy nie będzie niczego więcej - grozi McEwen i spółka.
      A gdzie obiecywana na kwiecień (mamy już czerwiec) Amiga One? Jest tylko obwożony po różnych imprezach jeden prototyp i to w "wersji przejściowej", a poza tym mamy tony obietnic i ciągłe przesunięcia terminu. Ze słów nikt nigdy jeszcze świetlanej przyszłości nie zbudował. Wielkie "umowy partnerskie" to też ciekawy temat. Zapragnąłem osobiście sprawdzić jedną z nich (tę z Sharpem), kierując odpowiednie zapytanie do rzecznika prasowego firmy. Odpowiedź przyszła taka jak się spodziewałem: "Prosili bardzo, zatem wyraziliśmy zgodę. Niech sobie robią to oprogramowanie. Niemniej nie jest to podstawowy kierunek rozwoju Zaurusa", koniec cytatu. I koniec złudzeń? Nie? To może z innej beczki. Kolega (amigowiec zresztą) wrócił po półrocznym pobycie z USA. Mieszkał tam ok. 100 km od Snoqualmie. W żadnych mediach przez te pół roku nie natknął się na najmniejszy ślad Amigi, zatem kiedyś wybrał się na wycieczkę do "kwatery głównej". Oszczędzę wam jego impresji na temat tego, co tam zobaczył i z jakimi ludźmi rozmawiał, bo moim zamiarem wcale nie jest załamywanie czytających ten artykuł. A zatem i tu na perspektywy nie ma co liczyć.
      A więc co powoduje, że w kraju (sądząc po liczbie odwiedzin amigowych serwisów internetowych) jest jeszcze ponad 30 tys. amigowców, z czego około 3 procent wykazuje wzmożoną aktywność? Odpowiedź jest prosta. Powodują to tak wykpiwane przed laty przez amigowe media fanatyzm środowiska i jego słabość.
      Ten pierwszy pomaga (podobnie jak żydowskiej diasporze) trzymać się jeszcze razem. Nic tak bowiem nie spaja środowiska amigowego jak wzajemne napaści i kłótnie. Jeden z pisarzy francuskich dowiódł bowiem przed wielu laty, że wszyscy ludzie dzielą się na sadystów i masochistów. Tak jest i w środowisku amigowym. Jedni kochają bezpodstawnie opluwać, a jeszcze inni uwielbiają być obrzucani błotem. Nie wierzycie? Wystarczy zajrzeć na stronę serwisu WFMH i poczytać sobie choćby komentarze do zamieszczanych tam ankiet.
      Jeszcze mocniej (paradoksalnie) spaja środowisko jego słabość. Skąd bierze się ten pozorny paradoks? A choćby z opisanych wyżej potrzeb. Przypuśćmy, ze naczelny "mieszacz z błotem" postanowiłby zmienić platformę (bynajmniej nie na Obywatelską). I tu spotkało by go ciężkie rozczarowanie. Jest po prostu za cienki na to, aby prowadzić swoją działalność na pecetowych czy makowych listach dyskusyjnych. Z miejsca by to wykryto i z opluwającego stałby się opluwanym. Znacznie prościej jest obrzucać błotem "starych, dobrych znajomych z Amigą".
      A i opluwani źle by wyszli na "pożegnaniu z Amigą". Masochizm bowiem bierze się z niedowartościowania. Gdyby ktoś taki kupił sobie peceta czy maka (bo go już na to stać), to by się "dowartościował", ale nie jestem pewny, czy byłoby mu z tym dobrze.
      A cała reszta użytkowników trwa, miedzy innymi dlatego, że obserwacja tych wojenek jest zajęciem niezmiernie ciekawym. Dyskusje na pecetowych (lub specetowiałych, tzn. kiedyś amigowych - teraz już nie) kanałach są znacznie bardziej nudne. A nudny IRC to prawdziwa strata czasu.
      Jeszcze jednym podparciem tezy o tym, ze środowisko amigowe jest "słabością silne" jest potwierdzony historycznie fakt, że ludzie są najbardziej twórczy wówczas, gdy są biedni i nieszczęśliwi. Kreatywność bowiem pozwala im wtedy uciec od nieciekawej rzeczywistości. Nie przypadkiem renoma kuchni francuskiej tworzyła się wtedy, gdy Francja była znacznie biedniejsza od Polski (były takie czasy, były, choćby na początku XVII wieku), nie przypadkiem najwięcej dobrych kawałów politycznych Polacy stworzyli pod uciskiem (najpierw pod zaborami, później w czasie wojen, a na koniec pod okupacją sowiecką). Dziś nasze poczucie humoru reprezentują Marcin Daniec i "Świat według Kiepskich". Zgroza.
      Tak samo jest z Amigą w Polsce. Im gorzej, tym lepiej. W tej chwili, gdy sytuacja Amigi przedstawia się gorszej niż tragicznie - coś się rusza. Elbox jest bezsprzecznie największą i najbardziej aktywną firmą trzecią na świecie, produkującą osprzęt do Amigi. I robi to dobrze (choć ze względu na brak konkurencji - drogo). A dodatkowo już pod bokiem rośnie mu konkurencja. Krajowa, bo zagraniczne, podobnie jak AmigaOne, wciąż pozostają w sferze obietnic. Kilka innych ciekawych rozwiązań (m.in. Paralyzer czy Martina) też jest "naszych", zaś o odpowiadających im klasą zagranicznych odpowiednikach - poza nielicznymi komunikatami - słuch zaginął. W dziedzinie oprogramowania może jeszcze skupujących wszystko i wszystkich Haage & Partner nie dogoniliśmy, niemniej zarówno nasze gry (Exodus), jak i użytki (choćby Taski SMS) wyznaczają obok hyperionowych konwersji amigowy standard. A wszystko to robią osoby prywatne lub słabe firmy. Nie ujmując bowiem nic Elboksowi, wydaje mi się, że ten amigowy "potentat" na rynku pecetowym miałby znacznie cięższy żywot.
      Reasumując, skoro przyczyną aktywności środowiska ma być jego słabość, to życzę sobie, aby środowisko było jak najsłabsze. I Wy chyba też. Polacy mają bowiem coś takiego w naturze, że jak im zaczyna być za dobrze, to od razu znajdą się tacy, którzy będą główkować "co by tu zepsuć" (jak np. politycy). Na szczęście dla Amigi, zasada ta działa również w druga stronę. A zatem dobrze, że wspomnianym na wstępie amimediom nie udało się nas przekształcić w "profesjonalne środowisko amigowe". Mają zresztą za swoje. Przez to "nawracanie na siłę" same padły. A my, amigowa wiara - byliśmy, jesteśmy, będziemy.

Miss Ami-Sheep
Spis treści