Spis treści
FORUM AMIGOWEJ NIETOLERANCJI

      Środowisko amigowe, przynajmniej to rodzime, stało się niesłychanie wrażliwe. Jest to zapewne spowodowane nienajlepszą sytuacją Amigi. Granica między entuzjazmem a amigowym fanatyzmem jest na tyle cienka, że co rusz popadają w kompleksy kolejni użytkownicy naszego komputera. Niepewna sytuacja Amigi wychowała bardzo drażliwą grupę jej użytkowników. Doszło do tego, że z przeciętnym amigowcem wręcz nie da się rozmawiać. Wielu tak dobrze odnalazło się w tej roli, że każdy niewinny komentarz traktuje jako obelgę, do tego tą z najcięższych, gdyż wymierzoną w Amigę. Byli i tacy, którzy obarczali "Amiga Minus" tym, że powstanie magazynu przyczynia się do upadku Amigi. Motywacja: zamiast wspomagać już istniejące i nienajlepiej stojące czasopisma, my bezczelnie zakładamy następne.
      Przyjęło się, że o Amidze w polskim środowisku należy mówić dobrze. Najlepszym wyjściem jest wstawianie w co drugim zdaniu zwrotu "Amiga rulez". W momencie gdy ktoś wypowie się o Amidze z obojętnością lub - nie daj Boże - w tonie krytyki, od bardziej wyrachowanych usłyszy, że plecie bzdury, od większości, że jest idiotą i kretynem, kończąc na bardziej wulgarnych określeniach.
      Jeden z polskich amigowych serwisów internetowych prosi o nadsyłanie tzw. newsów. Pewnego dnia czytelnik podsyła informację, która na jego nieszczęście zawiera błąd ortograficzny. Co robi opiekun serwisu? Publikuje wiadomość z rażącym błędem tylko po to, by po chwili w komentarzu do nadesłanego tekstu nazwać jego autora analfabetą.
      Innym razem na jednej z polskich list dyskusyjnych ktoś prosi o ocenę nowej strony o Amidze. Wśród głosów hurraoptymistycznych pojawia się opinia wyraźnie odstająca od pozostałych. Jej autor z miejsca staje się wrogiem Amigi. Pojawiają się wyzwiska i wyssane z palca zarzuty. Ofiara próbuje się bronić, jednak nie otrzymuje wsparcia. Kończy się na zniechęceniu i rezygnacji z subskrybowania listy. Jest jednak wyjście - by stać się szanowaną personą, musi mówić to co inni. Na przykład że pecetowe "szumblastery" nie umywają się do ponad piętnastoletnich ośmiobitowych przetworników Amigi, gdyż strasznie trzeszczą i strzelają. Albo że "Amiga rulez", a "pecet sucks", bo jeśli nie, to można zostać posądzonym o spowodowanie upadku Amigi na rynku środkowoeuropejskim. W ten sposób pozostają tylko ci, którzy w kółku wzajemnej adoracji kultywują upowszechnianie bzdur, zamiennie z wyżywaniem się na innych.
      Obecnie nie ma amigowej listy dyskusyjnej czy grupy newsowej, w której przynajmniej raz dziennie nie pojawiłoby się kilka wulgarnych i uszczypliwych uwag w kierunku osób, które prezentują inny punkt widzenia. W ciągu ostatnich miesięcy zmalała w polskim Internecie aktywność amigowców. Pojawia się coraz mniej komentarzy i listów. Gdzieniegdzie pozostały grupki tych najbardziej zajadłych użytkowników, którzy z zamiłowaniem docinają sobie nawzajem. Niedawno próbowałem zainteresować Amigą znajomych dziennikarzy z popularnego dziennika. Po tym co zobaczyli i przeczytali w polskich serwisach i grupach dyskusyjnych, zaczęli kojarzyć Amigę i jej środowisko z grupami piłkarskich pseudokibiców. Możliwe, że kiedyś zabraknie w Internecie akcentów amigowych. Nie dziw jednak, skoro Internet to dla amigowców forum złośliwych i wulgarnych uwag pod adresem tych, którzy w swojej bezczelności prezentują inne poglądy i są zdania, że Amiga nie jest aż tak "rulez", jak twierdzą fanatycy z amigowymi klapkami na oczach.
      Dedykowany Amidze skrawek polskiego Internetu nawiedzają prywatne krucjaty i nagonki na sztucznie stworzonych wrogów. Jednym razem będzie to osoba pozytywnie nastawiona do pecetowego emulatora Amigi, innym razem użytkownik który przyzna, że Windows jest trochę bardziej stabilny od AmigaOS. Tak już się przyjęło, że spokojne i rzeczowe dyskusje są prowadzone na tematy programowania i podkręcania procesorów. Pozostałe tematy nie zawierają się w tej grupie i obowiązuje w nich słowna amerykanka. Nudę użytkowników zabijają czasem informacje z wielkiego świata, a to o zapowiedzi nowego modelu Amigi, a to o przemówieniu szefa Amiga Inc. Wszystko uspokaja się jednak tylko z pozoru, gdyż dojrzewająca dyskusja o aktualnym wydarzeniu jest doskonałym pretekstem do wyżycia się na zwolennikach przeciwnego poglądu. Obelgi okraszane są cynizmem i złośliwością w najgorszym wydaniu, co dowodzi, że niewielu amigowców potrafi dyskutować w sposób wyważony. To naprawdę śmieszne, że forum dyskusyjne poświęcone nowemu systemowi wypełnia się chamskimi zwrotami tylko dlatego, że jedni użytkownicy nie mogą przyjąć do wiadomości faktu, że ktoś ma prawo mieć inne zdanie. Ciekawe ilu z dzisiejszych zagorzałych fanów Amigi będzie posiadaczami tego komputera za rok, dwa czy dwadzieścia lat?
      Dopóki sytuacja nie stanie się normalna, wolę omijać z daleka amigowe dyskusje. Nie chcę przez słowną pomyłkę zostać obarczony winą za upadek Amigi bądź stać się jej wrogiem numer jeden, a autorom popularnego serwisu dać możliwość umieszczenia mojego nazwiska w ankiecie na najgłupszego użytkownika Amigi. Zastanawiam się, jak by się zakończyło włączenie kilku amigowców do popularnego ostatnio programu BigBrother i wiem jedno - na pewno zanudziliby współtowarzyszy na śmierć, kłócąc się między sobą do upadłego.

Sławomir Wilk
Spis treści