Amiga MinusEskarina
<<  Spis treści  >>
GALAGA
Nie trzeba gigantycznych nakładów pieniędzy i czasu, by stworzyć przebój wszechczasów. Wystarczy chwytliwy pomysł.

Jak to jest, że człowiek może spędzać długie godziny trzymając wciśnięty fire i strzelać do wrogich kosmitów (ledwo co zarysowanych na ekranie), na dodatek czerpiąc z tego niebanalną przyjemność? Co więcej - proste, horyzontalne strzelaniny często mają większą "grywalność" od wielkich komercyjnych hitów. Do tych pierwszych chętniej się wraca.

Przyznam, że kiedy uruchomiłem Galagę po raz któryś z kolei, okazało się, że to jedna z gier, która najdłużej zagrzała miejsce na moim wiecznie-za-małym dysku twardym (aż 340 MB!). Doszło nawet do tego, że miałem zamiar zarejestrować Galagę (by wreszcie obejrzeć dodatkowe poziomy, no i docenić jakoś pracę Edgara M. Vigdala). Nigdy tego nie zrobiłem. Amigowy rynek popadł w totalną zapaść, a autor Galagi w końcu i pełną wersję wrzucił na Aminet. Zresztą pełna wersja różniła się nie tyle dodatkowymi etapami (których trochę brak mi w mocno już nadwerężonej wersji DeLuxe), co jednym ekranem z gratulacjami na końcu gry (a raczej co 75 etapów).

Niejednokrotnie zdarzało mi się szukać podobnych gier. Ale (co za zawód) niewiele jest równie udanych produktów galagopodobnych, zarówno na Amigę, Windowsy czy Linuksa. Na uwagę zasługują tylko dwa tytuły: PowerManga (Linux, wersja pod Windows to shareware i po początkowych kilku etapach trzeba płacić) oraz pierwowzór, Galaga pod MAME.

Jak to możliwe, by DeLuxe Galaga przetrwała mimo gigantycznego przeskoku w wykonaniu gier? Możliwe że stało się tak dlatego, iż jej autor postawił przede wszystkim na pomysły. Nie na wykonanie grafiki (która jest ładna, ale nie zadziwiająca) ani muzyki (też zupełnie na poziomie). A propos muzyki: można ją podmieniać na dowolną kolekcję modów i medów. Polecam. Znakomity pomysł na jednoczesne granie i przesłuchiwanie kolekcji muzyki.

Pomysł jest banalny - występujemy w roli pogromcy kosmitów. Etapy powtarzają się cyklicznie. Zaczynamy od zniszczenia paradnie wlatujących na ekran obcych, ustawiających się w szyku na ekranie. W kolejnym etapie powtórka tego samego (oczywiście obowiązuje zmiana szyku), w trzecim podobnie, ale do zniszczenia pozostaje jeszcze wredny i duży boss. W czwartym etapie - albo kamikadze szturmujący pozycje grupowo, albo "bonus wave", w którym naszym zadaniem jest zestrzelenie wszystkich statków. Potem skok w nadprzestrzeń (jeśli silniki zawiodą, do pokonania jeszcze kilku obcych po drodze) i upragniona wizyta w sklepiku celem dozbrojenia.

Podczas masowego mordowania obcych (a mawiają, że ziemianie to przyjazna rasa względem mieszkańców innych planet) zbieramy bonusy - poczynając od upgrade'ów (rozszerzeń) broni (tylko do pewnego etapu) czy wręcz downgrade'ów, poprzez dodatkowe życia, specjalne bonusy (tymczasowa niewrażliwość na ciosy, osłony, podwojenie zebranej gotówki, przejście do kolejnego etapu czy wreszcie zamiana obcych w bonusy punktowe albo i gotówkę). Od czasu do czasu pojawiają się bonusy umożliwiające pogranie w dodatkowe gry zawarte w Galadze. Jedną z nich jest odmiana gry "memory", w której odkrywając parami pola w określonym czasie zdobywamy takie same jak w wypadku właściwej gry bonusy. Dobrym sposobem na zarabianie pieniędzy jest także Meteor Storm, czyli przelot pomiędzy meteorytami, gdzieniegdzie upstrzonymi pieniędzmi i punktami. Oczywiście najlepszą rozrywką jest przelot przez Meteor Storm na pełnej szybkości (z wciśniętym fire). Polecam. Odpręża.

Jeśli komuś zależy na orderach, może zdobywać rangi w grze (do admirała włącznie), wykończając bossów, statki pojawiające się gdy zawiedzie skok w nadprzestrzeń, no i Big Trouble. Ten ostatni to pokaźnych rozmiarów pojazd, pojawiający się co 25 poziomów (trzy rodzaje, każdy trudniejszy do pokonania od poprzedniego). Admiralskie "paski" zdobędziemy także niszcząc statki, które poganiają nas po przekroczeniu czasu na jednym z etapów.

Oczywiście różnorodność pojazdów jest zacznie większa niż w tym skromnym opisie. Łatwo to odkryć poświęcając Galadze trochę czasu. Gra ma łącznie po 75 etapów w każdym z poziomów trudności (easy, normal i hard). Rozpoczynając od easy możemy dotrzeć i do końca poziomu hard, przelatując łącznie 225 etapów. Kiedy to zrobimy - przechodzimy do następnych, podobnych, które mimo identycznego układu plansz mają dodatkowe utrudnienia (wrogów trudniej zabić, bonusy są ukryte pod znakami zapytania). Podczas rozgrywki warto także umiejętnie inwestować w broń (szczególnie że co jakiś czas na planszach pojawiają się złodzieje). Polecam Super Weapon oraz osłony. Warto także zapoznać się z treścią wszystkich galagowych sekretów (do kupienia w sklepie). Ich znajomość znacznie ułatwia rozgrywkę.

Przy Galadze można spędzać długie samotne wieczory. Da się też grać z kimś na zmianę. A najlepiej parami, na tej samej planszy (kobiety też wciąga - sprawdzałem). Podpowiem tylko to, czego nie znajdziecie w sekretach do Galagi - podczas gry w dwie osoby jednocześnie, warto uzbroić oba statki w fire balls. Użycie tej broni na planszy Big Trouble spowolni przeciwnika (na dowolnie szybkiej Amidze). Jeśli nie graliście do tej pory w Galagę - spróbujcie. Naprawdę warto.

Przyznam się tylko, że to ja wpadłem na pomysł, by na którymś z kolei Amiga Show, na jednej z Amig puścić Galagę. Zostałem za to skrytykowany w którymś z numerów ACS-u; słusznie, czy nie - oceńcie sami.

Edgar M. Vigdal dał sobie już spokój z rozwojem amigowej Galagi. A szkoda, bo tak niewiele brakowało do pełni szczęścia. Przydałby się jakiś edytor poziomów i na dokładkę rozsądny format zapisu save'ów (do publikowania w sieci). I jeszcze walka poprzez Internet. No cóż, nie ma co się rozwodzić. Nowa Galaga rzeczywiście powstaje. Pod Windows i jak na razie chodzi dosyć topornie. Łatwiej chyba grać w oryginał pod emulatorem i mieć nadzieję, że autor, tworząc wersję pod Windows (o nazwie Warblade), nie zgubi tego CZEGOŚ, co w amigowej Galadze było.

Więcej o Galadze na stronach: www.warblade.as oraz deluxegalaga.monroeworld.com/default.htm

Bartłomiej Dramczyk
<<  Spis treści  >>