Amiga MinusEskarina
<<  Spis treści  >>
AMIGA MEETING 2001 - KOMENTARZE
Grzegorz Kraszewski: "Impreza pokazała systematyczne kurczenie się rynku amigowego sprzętu i zmniejszenie się poziomu gotówki w kieszeniach potencjalnych klientów. Mam wrażenie że formuła targów w jaką usiłowano wepchnąć tą imprezę nie bardzo ma już uzasadnienie. To bardziej był zlot hobbystów i myślę że właśnie w takich kategoriach powinniśmy traktować amigowe środowisko. Podejście "producent - rynek" nie ma już żadnego odniesienia do rzeczywistości".

Krzysztof Kałębasiak: "Przyjechałem pełen obaw. W zeszłym roku nie było miejsca do zaparkowania samochodu. Okazało się, że tym razem miejsca jest sporo. Czy ktoś w ogóle przyjechał? - pomyślałem. Nie spodziewałem się nikogo z zagranicy i nie zawiodłem się. W salce tłok był niesamowity. Amigi pokazywały obraz i grały muzykę. Prawie wszyscy, którzy przyszli z komputerami mieli coś pilnego do zrobienia. Spotkałem wielu znajomych i było mi miło, bo z niektórymi długo się nie widziałem. Firmy amigowe przywiozły co miały najlepszego. Wszyscy jednak czekali na Elbox, żeby zobaczyć w działaniu karty PCI obsługiwane przez Mediatora. I wydawało się, że na czekaniu na Elbox upłynie jeszcze kilkanaście godzin, gdy zorientowałem się, ze tłumek przy drzwiach zakrywa coś bardzo interesującego. Oczywiście byli to betatesterzy Amithlona. Na pececie z duronem 950MHz zasuwał AmigaOS jak dziesięć czterotysiączek naraz! Amigowcom-rulezowcom opadały szczęki. Pewnie wielu wtedy podjęło długo odkładaną decyzję o kupnie "pieca" na zimę. To wszystko, bo nawet gdy pojawił się Elbox, to niewiele widziałem, taki był tam tłok. Poszedłem więc do domu, żeby jak najszybciej przeczytać o Amiga Meeting 2001 w Internecie. Komentarze już były".

Grzegorz Kuliński: "Mój wyjazd na tegoroczny Amiga Meeting był zupełnie "przypadkowy" i spontaniczny. Pojechałem jedynie z uwagi na znajomych, z którymi miałem się spotkać. Oferty i promocje wystawiających się firm jakoś mnie nie interesowały, mile zaskoczył mnie jednak pokaz działania Amithlona. Z ciekawszych rzeczy mogę jeszcze wymienić prezentację mostka Prometeusz z uruchomioną grą Shogo na procesorze 604, która chociaż nie rzuciła mnie na kolana, to i tak jak na tą klasę sprzętu prezentowała się przyzwoicie. Imprezę uznaję jednak za udaną z racji tego, że na miejscu spotkałem więcej znajomych niż się spodziewałem. Jeśli chodzi o "Meeting" - z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie żałuję kilkugodzinnej jazdy do Łodzi".

Tomasz Staniak: "Impreza pod względem wielkości i rozmachu była zdecydowanie mniej atrakcyjna w porównaniu z ubiegłoroczną edycją. Skurczyła się również powierzchnia, na której odbywał się meeting i tak jak w ubiegłym roku kulała organizacja. Zabrakło też szczęścia, gdyż z tego co wiem w planach przewidziano wiele atrakcji, które mogłyby ściągnąć o wiele więcej ludzi, a których nie udało się zrealizować. Moim zdaniem impreza jest odbiciem stanu całego środowiska amigowego".

Jacek Rzeuski: "Dobrze że imprezy typu Amiga Meeting się odbywają. Minus dla firmy Elbox za przyjazd z tak dużym spóźnieniem i dla organizatorów za przeznaczenie tak małej sali dla uczestników. Prezentacja Amithlona robiła duże wrażenie. Wynika z tego, że jednak amigowcy nie wierzą nikomu na słowo i każdy produkt muszą zobaczyć na własne oczy. Jest to ważne spostrzeżenie dla firm i osób, które będą się zajmowały promocją Pegasosa".

Grzegorz Juraszek: "Impreza była bardzo sympatyczna, chociaż nie dało się uniknąć wrażenia, że amigowa społeczność drastycznie się skurczyła w ciągu tego roku. Było bardzo kameralnie, ale jednocześnie ciekawie. Tylko czy za rok nie będzie tak, jak sobie to w żartach przepowiadaliśmy wyjeżdżając z Łodzi, że spotkają się wszyscy czterej polscy amigowcy gdzieś w kącie?"

Tomasz Kaczanowski: "Cieszę się że w obliczu systematycznie kurczącego się rynku Amigi impreza się w ogóle odbyła. Wielu uczestników przybyło z własnym sprzętem, z każdym można było swobodnie porozmawiać i wymienić doświadczenia. Nie podobał mi się tłok panujący na sali i słabe rozreklamowanie imprezy - informacje o niej, oprócz strony organizatorów i kilku serwisów amigowych mogły się pojawić w wielu innych miejscach. Szkoda że w tym roku zabrakło porządnie zorganizowanej nieoficjalnej części imprezy".

Krzysztof Gburzyński: "Jadąc kolejny raz do Łodzi na Amiga Meeting miałem nadzieję, że organizatorzy wezmą do serca uchybienia z poprzedniej edycji i poprawią kilka rzeczy. Chodziło głównie o salę gdzie stały komputery - tam był wieczny tłok i nie sposób było się po niej w ogóle poruszać. Tym razem było podobnie, a nawet gorzej. Nie było już auli, więc wszystko skupiło się w niewielkiej sali. Co z tego, że większa niż rok temu - za mała i już. Część komputerów stała na zewnątrz, nieraz zupełnie bez opieki. Nie ukrywam, że liczyłem na coś więcej, zwłaszcza że tym razem wejście było płatne. W tym roku można było zobaczyć więcej konkretów. Był Matay ze swoim Prometeuszem, który wpięty w Krashanową Amigę działał sobie szybko i sprawnie, był Elbox z Mediatorem, na którym pokazywano działające karty telewizyjne, graficzne i sieciowe, był i eFunzine z tanim amigowym "złomem". Oprócz tego bracia Muffin i Paplo skombinowali świeżą wersję beta Amithlona, na którym pokazywali jak szybko mogłaby działać Amiga, gdyby była pecetem. Pod koniec rozlosowano parę nagród: Fast-Atę, Mediatora czy też kilka gier typu Heretic czy Red Mars. Docenić należy, że takie meetingi jeszcze się odbywają. Na pewno nie można tutaj mówić o w pełni komercyjnej imprezie, na którą jedzie się w celu zakupu pewnej rzeczy, ale choćby dla samego zebrania w jednym miejscu amigowców z całej Polski meeting powinien się odbyć za rok".

Filip Dąb-Mirowski: "Sądzę że impreza była udana. Fakt iż od chwili otwarcia do około godziny 15 stoisko Mataya było bez przerwy oblegane (na tyle, że trudno było się do niego dostać) może tylko cieszyć. Liczę na więcej imprez tego typu w przyszłości".

Zebrał Sławomir Wilk
<<  Spis treści  >>