Amiga MinusEskarina
<<  Spis treści  >>
PROFESJONALNA FIRMA AMIGOWA
Artykuł ten stanowi półpraktyczny poradnik dla osób pragnących rozpocząć działalność gospodarczą na rynku Amigi. Aby nowo powstała firma nie odstawała od standardów panujących na krajowym i zagranicznym rynku, należy spełnić kilka wymogów. Oto jak ustrzec się rutyny i co zrobić, by dołączyć do ścisłej czołówki tych najbardziej profesjonalnych firm.

WSTRĘTNA BANDA WYMAGAJĄCYCH KLIENTÓW

Świętą zasadą profesjonalnej firmy amigowej jest stosunek do rodzimego klienta. Firma bowiem nie może sobie pozwolić na rozpieszczanie kupujących, którzy z roku na rok chcieliby dostawać więcej za tą samą cenę. Chociaż zachowanie niektórych firm nasuwa przypuszczenie, że ich główną myślą przewodnią jest hasło "dobry klient to martwy klient", to zdrowy rozsądek nakazuje, by nie lekceważyć całkowicie klienta jako osoby jeszcze posiadającej pieniądze na zakup naszych produktów. Oczywiście można to robić, ale z umiarem, na przykład nie odpowiadając na jego pytania odnośnie naszych produktów, bo im klient wcześniej wyczuje kto tu rządzi i kto trzyma inicjatywę, tym lepiej.

Wiadomo, że klient po sfinalizowaniu zakupu jest nam niepotrzebny. Co więcej, często okazuje się, że rości sobie prawa z tytułu gwarancji czy znajduje nieścisłości między tym, co umieszczamy na plakatach reklamowych, a tym co mówimy. W skrajnych przypadkach klient po dokonaniu zakupu może nawet zacząć kombinować z urzędami ochrony praw konsumenta czy sądem. Zasada "dobry klient to martwy klient" jest więc całkowicie na miejscu w przypadku osób, które już coś od nas kupiły. Nie ma bowiem nic gorszego od natrętnego klienta, który zbyt sumiennie przygląda się firmowym zobowiązaniom, obowiązkom prawnym i potrafi myśleć.

DEZORIENTACJA, CZYLI 101 ZABAW Z KLIENTEM

Ważnym elementem wychowania amigowego klienta jest proces jego dezorientacji. Przykładowo, jeśli nasza firma planuje wydać jakiś produkt, informujemy o tym rynek kilka lat wcześniej zaznaczając, że premiera ma być już w przyszłym tygodniu. Rosnący apetyt rynku metodycznie studzimy, przekładając latami dzień wprowadzenia produktu do sprzedaży o kolejny tydzień, powoli przyzwyczajając przyszłych klientów do kosztów, jakie będą musieli ponieść podczas zakupu. Inną formą zabawy z klientem jest anonsowanie premiery produktu na kolejnych amigowych targach, na które albo w ogóle nie przyjeżdżamy, albo naszą prezentację ograniczamy do pokazania kilku zdjęć.

W dniu premiery nie zaszkodzi podnieść cenę produktu. Fakt że towar jest niekompletny bagatelizujemy informacją, że jego uzupełnienie będzie dostępne już niedługo i to za darmo dla dotychczasowych nabywców. Wprowadzenie na rynek "uzupełniacza" ponownie odsuwamy w czasie, by wreszcie oświadczyć, iż nie będzie on dostępny za darmo, a za opłatą. Następnie odczekujemy falę goryczy klientów, którzy będą oczywiście zmuszeni odpłatnie nabyć uzupełnienie towaru, a wiedząc że amigowi klienci lubią być nabijani w tzw. butelkę, nie obawiamy się jakichkolwiek procesów sądowych czy interwencji u organizacji konsumenckich. W końcu ich wychowaliśmy, ale nie zapominajmy, że czarne owce znajdą się w każdym stadzie.

Gdy produkt jest już w sprzedaży, można rozpocząć kolejną fazę zabaw z klientem. Jedną z jej form jest wysyłanie klientowi niesprawdzonego i wadliwego sprzętu albo, gdy klient jest uparty, systematyczne informowanie go w tygodniowych odstępach czasu o tym, że przesyłka została wysłana już tydzień temu i "naprawdę nie wiemy, dlaczego jeszcze nie doszła". Bardziej ambitni właściciele amigowych firm wymyślą zapewne własne, oryginalne zabawy ogólnorozwojowe dla swoich klientów. Pamiętajmy, że im bardziej jesteśmy pomysłowi, tym szybciej przeskoczymy do czołówki profesjonalnych amigowych firm.

Ostatnią i najbardziej zabawną formą zabawy z amigowym klientem jest świadczenie usług gwarancyjnych i serwisowych. Tutaj nie ma już miejsca na oryginalność, musimy bowiem zadowolić się tym, co wymyślono już wiele lat temu, a wymyślono naprawdę wszystko. Ograniczę się tutaj do podania najważniejszych czynności: nieodbieranie przesyłek pocztowych od klienta z niesprawnym towarem w środku, przedłużanie czasu naprawy zgodnie ze wzorem t=tg*10 (gdzie tg to czas przewidziany na naprawę w karcie gwarancyjnej i określony przez prawo) czy kwitowanie telefonów od natarczywych klientów słowami "proszę zadzwonić jutro, teraz mamy remanent".

ZŁODZIEJE I OSZCZERCY, CZYLI KONKURENCJA

Każda szanująca się firma amigowa musi walczyć z konkurencją. Świętą zasadą jest wiara w istnienie zawsze gorszej konkurencji, tworzącej gorsze produkty od naszych, niezależnie od ich ceny i parametrów. Metody walki są różne. Najprostszym przykładem może być obniżka cen, jednak - proszę uwierzyć na słowo - jest to ze wszech miar nieprofesjonalne i nie jest domeną prawdziwych amigowych firm, tych pisanych przez duże ef. Należy więc wyposażyć firmę w pion do walki z konkurencją, składający się z minimum dwóch osób. Będąc w posiadaniu kadry o odpowiednio dobranych nazwiskach, możemy przystąpić do walki z konkurencją.

Ruch pierwszy: łączymy się z popularnymi portalami amigowymi, śledząc wszelkie wypowiedzi odnośnie naszych produktów i towaru konkurencji. Gdy tylko jest ku temu okazja, bezkarnie - bo anonimowo - oczerniamy konkurencyjne firmy, jej produkty i pracowników, a nasze produkty chwalimy. Jeżeli okazja sama nie chce się nadarzyć, sami prowokujemy kontrowersyjne dyskusje. Robimy to systematycznie, metodycznie i aż do znudzenia. Wypowiedzi okraszamy słowami "kłamcy" i "złodzieje", a o produktach konkurencji zawsze wiemy więcej samego producenta, nawet jeśli dany towar nie został jeszcze wyprodukowany. Gdy ktoś nas zdemaskuje, zachowujemy się jak gdyby nigdy nic.

Ruch drugi: rozsyłamy po świecie oficjalne i mniej oficjalne sprostowania i apele, wieszczące zakłamanie konkurencji i zarzucające jej sprzedawanie wadliwych produktów w oparciu o skradzione oprogramowanie. Z pełną determinacją reagujemy na wszelkie pozytywne testy i recenzje konkurencyjnych produktów w mediach, autorytatywnie wyjaśniając, że autorzy testów i recenzji popełnili szereg błędów, nie znają się na rzeczy, a rzeczywistość wygląda zgoła inaczej niż opisali w czasopiśmie, magazynie internetowym czy portalu.

I pamiętajmy o zasadach: konkurencja kradnie, konkurencja kłamie, konkurencja jest od nas gorsza. Konkurencyjny produkt dla Amigi jest bowiem zawsze plagiatem naszego wytworu, a jego pozytywna ocena na jakichkolwiek łamach - spiskiem.

OCHRONA PRZED ZARZUTAMI, CZYLI STRASZENIE SĄDEM

Jeśli ktokolwiek w swojej bezczelności wysunie jakikolwiek zarzut pod naszym adresem, należy natychmiast zareagować. Najpopularniejszym sposobem jest wysyłanie gróźb pod adresem osoby, firmy, redakcji czy wydawcy magazynu który dopuścił się krytyki, dając do zrozumienia: "uważajcie, my mamy prawników i nikt nam nie będzie podskakiwał". Jeśli krytyka wyszła od redakcji czasopisma, dodajemy: "za karę nie dostaniecie produktów do testów i pieniędzy za reklamę, już my was wychowamy". W ten sposób wychowujemy rynek, który z dnia na dzień przynajmniej publicznie jest coraz lepiej nastawiony do naszej firmy, budując własny wizerunek jako podmiotu gospodarczego dbającego o swoje interesy i pracowników. Niektórzy odbiorcy gróźb i ostrzeżeń, po odebraniu naszej informacji, zrezygnują z krytyki, a czasem i wystosują oficjalne sprostowanie z przeprosinami. Z kolei ci, którzy nie będą się kwapić z przeprosinami i negowaniem swoich jakże kłamliwych wypowiedzi, następnym razem zastanowią się dwa razy zanim wstąpią na drogę oszczerstw wysuwanych pod adresem naszej firmy. Tych których nie udało się zastraszyć zostawiamy w spokoju, gdyż tak naprawdę nie mamy ochoty wytaczać procesu prywatnej osobie czy mało znanej firmie. W takich drobnych sprawach ograniczamy się więc do cichych gróźb, bez publicznego rozgłosu: prywatne maile, osobiste telefony, nigdy oficjalne wypowiedzi w postaci listów otwartych, bo jeśli przegramy na argumenty, mamy szansę zapomnieć o sprawie, zachowując dobre imię.

SMAK ZWYCIĘSTWA

Gdy spełnimy powyższe warunki, przed naszą amigową firmą otworzy się droga ku bogactwu. Jeszcze tylko kilka miesięcy, a będziemy w stanie przyjeżdżać na targi komputerowe firmowym samochodem wartym ponad 100 tysięcy złotych, posiadać wypchane konto w banku, sztab prawników i wiernych pracowników na usługach, którym nic już nie stanie na drodze do sukcesu. A amigowy klient niech się bulwersuje.

Sławomir Wilk



Od redakcji: Powyższy artykuł należy traktować z przymrużeniem oka, chociaż można powiedzieć iż jest on miarodajnym kompendium informacji o działalności niektórych amigowych firm i wypadkową wiedzy, jaką podzielili się z nami klienci oraz zwykli obserwatorzy panujących trendów. Rzecz jasna nie polecamy stosowania opisanych metod w prowadzeniu działalności gospodarczej, gdyż postępowanie opisane w artykule jest naganne i bardzo często niezgodne z prawem. Zamiarem autora tekstu było jedynie zwrócenie uwagi czytelników na pewne nieprawidłowości jakie mają miejsce na rynku firm amigowych. Firmom które poczuły się urażone niniejszym artykułem i które publicznie bądź w inny sposób zapragną zademonstrować swoje oburzenie dedykujemy dwa ludowe przysłowia: "uderz w stół a nożyce się odezwą" oraz "na złodzieju czapka gore". Nadpobudliwych pracowników i właścicieli firm informujemy, że treść artykułu została zweryfikowana przez firmę prawniczą współpracującą z wydawcą naszego magazynu. Tym samym wszelkie listowne oraz telefoniczne pogróżki będziemy wyśmiewać razem z czytelnikami.


<<  Spis treści  >>