Amiga MinusEskarina
<<  Spis treści  >>
SYMPHONY DEMO SCENE FESTIVAL 2001
Niewiele ponad 100 osób odwiedziło w dniach 14-16 września miasteczko Trzcianka (okolice Piły), gdzie miał miejsce Symphony Demo Scene Festival. Party od strony informacyjnej zostało przygotowane doskonale. Oprócz zaproszenia wyprodukowanego w wersji dla kilku komputerów została stworzona specjalna strona (www.symphony.w.pl), na której znalazły się wszelkie informacje o imprezie. Oprócz strony został uruchomiony ftp, na który można było wrzucać konkursowe produkcje, a następnie z poziomu strony sprawdzić, czy wrzucane pliki nie zgubiły się gdzieś po drodze.

Symphony Demo Scene Festival 2001 jako jedna z niewielu tego typu imprez została zaplanowana na trzy dni. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy przyjechali już w czwartek rano, jednak gro ekipy dotarło do Trzcianki w piątek, poczynając do wczesnego poranka, kiedy to około 5:30 dojechał tam pociąg z Warszawy. Dalsza droga - mimo mapki dostarczonej przez organizatorów - była utrudniona. Na dworcu zabrakło taksówek, a scenowa gawiedź musiała pieszo przewędrować godzinę drogi do party place. Po wycieczce krajoznawczej okazało się, że party, owszem, jest, ale... w lesie. Swoją drogą lokalizacja - mimo sporej odległości od dworca - była genialna: domki do wynajęcia po niewygórowanych cenach, nieźle zaopatrzony (głównie w piwo) barek, prysznice z ciepłą wodą i na dodatek jezioro (oczywiście znaleźli się i amatorzy jesiennych kąpieli). Niesamowite było także zaplecze party place, ale to trzeba było zobaczyć na własne oczy.

DZIEŃ PIERWSZY

Pierwszego dnia, w piątek, na samym party place działo się niewiele. Generalnie był to dzień spotkań i rozmów przy piwie. Czas płynął powoli, gdyż nawet terminy oddawania prac do konkursów ustalono na dzień następny, około godziny piętnastej. Na miejscu można się było przekonać, że od party place do cywilizacji jest daleko, a w lecie oprócz jeziora znalazły się i dwa sklepiki, w których można kupić piwo (najtańsze za 2,50 zł) czy hamburgery. Z drugiej strony na terenie party cały czas funkcjonował barek serwujący piwo (3,00-3,50 zł), herbatę (0,50), kawę (1,00), bułki (1,00) i od czasu do czasu coś na ciepło.

Genialną sprawą były domki, nawet niedrogie, bo za 8-osobowego, dwupiętrowego drewniaka (bez ubikacji i bieżącej wody) wystarczyło zapłacić jakieś 80 zł. Oczywiście do tak pojemnego domku mieściło się zdecydowanie więcej osób.

DZIEŃ DRUGI

W sobotę, po odespaniu kilku godzin i przetestowaniu socrealistycznego prysznica (z ciepłą wodą i grzybkiem na podłodze), można było dotrzeć na party place i wnieść opłatę rejestracyjną w wysokości 40 zł (uczestnicy Summer Libation Camp mieli ponoć zniżki), by w zamian, oprócz uśmiechu organizatorów, otrzymać kolorowy identyfikator i zostać wpisanym na listę uczestników. Niestety, zabrakło w tym czasie votek (kart do głosowania), ale miały one dotrzeć później. Na miejscu panował skacowany nastrój. Barek był czynny, a bigscreen (duży i wcale nie taki zły) okupowany przez filmidła w diviksie. Dopiero później było na co popatrzeć, gdy na bigscreenie pojawiły się dema z C64.

KONKURSY

Pierwsze konkursy odbyły się wieczorem. Opóźnień uniknięto dzięki temu, że nigdzie nie pojawiły się oficjalne terminy konkursów. Zaczęło się od grafik (w kategoriach: pixel, trace i imageprocessing) - wszystko dało się spokojnie oglądać z tego powodu, że sala była dobrze zaciemniona. Na drugi ogień poszły najbardziej czasochłonne konkursy, czyli chip-tunes (do 32 KB, XM, MOD, MED, THX, SID, MusicLine Editor), czterokanałówki (MOD, XM, DBM, S3M, MED), multi (XM, DBM, MED) i na końcu mp3.

W trakcie trwania party zaglądali tam i miejscowi, niektórzy nawet opłacili wejsciówki, jednak po zobaczeniu grupy ludzi wpatrzonej w bigscreen jakoś nie wykazali zrozumienia dla sztuki nowoczesnej. Dla samych partowiczów atrakcją podczas party były krążące w okolicach party place kelnerki. Nie obyło się też bez specjalnych atrakcji, czyli nocnych wycieczek po miejskich cmentarzach, deptania po samochodowych szybach (co źle się skończyło dla szyb), a także niezamierzonych kąpieli w pobliskim jeziorze. Warto też wspomnieć o tych, którzy próbowali zrobić szalet publiczny na party place, a także zawodnikach, którzy w trakcie imprezy zerwali płachtę stanowiącą bigscreen.

Wreszcie pojawiły się votki, które każdy kto tylko chciał mógł otrzymać, a w tak zwanym międzyczasie wystąpił jakiś jazzowy zespół i nastąpiło najważniejsze, czyli intro i demo compo. Zaczęło się od produkcji pecetowych: intr 4k, 64K (z czego najciekawsze było pozakonkursowe "Macie Baterie?" Altairu) i dem (tu zasłużone pierwsze miejsce dla grupy Nah-Kolor).

Amigowe intra 64k właściwie niczym nie zaskakiwały, a intr 4 kb zabrakło, jednak jeśli chodzi o dema - było co oglądać. Ładna produkcja Encore i Nah-Kolor, niesamowite i klimatyczne demo Amnesty ("WTC inside"). Totalnym zaskoczeniem było demo MaWi w wykonaniu Kierownika. Produkcja, która dosknale udowodniła, że Amiga z PPC i BVision nie straciła jeszcze zębów, a poziom amigowych produkcji wcale nie ustępuje demom robionym na pecetowych sprzętowych dopalaczach. Dla obejrzenia samych dem amigowych warto było przyjechać na party.

Po nieco przydługiej przerwie, gdy większość scenowców pokładała się po sali albo ze zmęczenia, albo z przepicia, odbyły się dwa ostatnie konkursy: animacje, z których pierwsza miała niezły początek, ale kiepskie zakończenie, a druga była po prostu nieciekawa, i crazy dema, gdzie największe uznanie zyskał discopolowy przebój pt. "Misio Komputerowy". W tym momencie zgasły światła i większość partowiczów poszła spać albo szykować się na pociąg.

FINAŁ

Nagrody nie były rewelacyjne. Sami organizatorzy wyszli na zero (nie ma się co dziwić, skoro na party przyjechało niewiele ponad 100 osób), stąd nagrody były jedynie rzeczowe (modemy, myszki, kamerki), za to doskonałym pomysłem były statuetki wręczane za pierwsze miejsca. Cóż - daleko nam jeszcze do zachodnich parties, na których wręczenie nagród to wielkie wydarzenie. My wolimy to robić po cichu i skrycie.

Po party, jak to zwykle bywa, trudno było wyciągnąć od organizatorów wyniki konkursów. Dopiero po tygodniu było coś wiadomo. Same produkcje też napływały na serwery zadziwiająco powoli, ale tak to bywa. Organizatorzy obiecali także, iż po party przedstawią dokładne wyliczenia kosztów imprezy. Warto chyba poczekać, bo każdy kto wpadnie na pomysł zrobienia takiej imprezy powinien wiedzieć, w co tak naprawdę się pakuje.

Ogólnie rzecz biorąc, trzciankowa impreza była udana. Zobaczymy czy to samo będzie można powiedzieć o następnej edycji Symphony.

Produkcje z party można znaleźć na eftepie: ftp.klosz.art.pl.

Bartłomiej Dramczyk
<<  Spis treści  >>